piątek, 24 lutego 2012
Spieszmy się być na bieżąco, tematy tak szybko się zmieniają...
Ostatnio zaczynam myśleć coraz bardziej badawczo pod względem spoglądania na świat mediów, szeroko ujętych. Kolokwialnie rozwala mnie podejście do niektórych kwestii i rozdmuchiwanie tychże. Dlatego raczej nie czuję się jak studentka dziennikarstwa, która chce pracować w zawodzie. Zdecydowanie wolałabym skupiać się na badaniach tychże przeklętych mediów. O, w moim odtwarzaczu leci piosenka, której nie kojarzę! fajna niespodzianka, ciekawe skąd to :) W każdym bądź razie jeszcze niedawno cała Polska żyła zaginięciem Madzi W. na Śląsku, później jej śmiercią, która wydarzyła się w nieszczęśliwym wypadku (ja tam wierzę w tę wersję). Ale nie to powinno nas najbardziej poruszać - przecież świat cały i nasz kraj nawet ma miliony zdarzeń w obwodzie, choćby miały dotyczyć tej żenującej polityki, która na jakiś czas niemal znikła z anten! wszystkie serwisy informacyjne skupiły się na Madzi, główny temat rozdmuchany na 90% czasu informacyjnego. Żenada. A przecież nie uwierzę jeśli ktoś powie mi, że nic ważnego się wtedy nie działo. Mhm, jasne, już widzę jak w sejmie tylko chyłkiem bokiem wciskają kolejne ustawy, które za jakiś czas wejdą w życie, a my znów będziemy w ciemnej d*pie. Niby tam gdzie zawsze, a jednak głębiej. Nie lubię takiego smętnego tonu, ale trzeba coś z tym zrobić..jeszcze nie wiem co, ale jak wymyślę, na pewno powiem. O.
sobota, 4 lutego 2012
call me mama II !
Długo myślałam jak zacząć tego posta. Długo przez duże "D". Ostatnio sporo było o dużych literkach, np o prawdzie przez duże lub małe "Pe"v"pe". Ale to zrozumieją tylko studenci mojej uczelni. Niemniej długo i szybko mijał czas zarazem, jesień, zima i te inne nazwy, które gdzieś tam przepływały w tle, listopady i te inne. Wiecie sami. Schyłek roku przyniósł nam zwycięstwo nad Złem Wcielonym - Tauron został przez nas oswojony. Lądowanie w Normandii przyniosło efekty. Przy czym, już nie my będziemy ponosić tego skutki, gdyż "trzeba wiedzieć kiedy, ze sceny zejść, niepokonanym..." śpiewał kiedyś polski fajny zespół. Kiedyś. Szkoda, że Hołdys nie wziął sobie tej nauki do serca, ale co ja będę uczyć dorosłego.
Jest taka data, którą zapamiętam do końca życia, ale o niej trochę później.
Teraz pora na odrobinę wychowania do życia w rodzinie. - "Pamiętaj człowieku młody, stosuj antykoncepcyjne metody!" I wiecie, co Wam powiem? a dupa! Szkoda sobie utrudniać życie, kiedy to, co ma być i tak się wydarzy! i chwała Niebieskim Zorzom i innym Pięknym Boskim Przymiotom. Myślę sobie, co by było, gdybym miała 20 lat, 18, 16, 22 ??? Wiem, kojarzą się linie tramwajów, ale sorry za skojarzenia. (Nie otwierać też kamasutry, zboczeńcy :P) ((Lub przynajmniej sama najpierw sprawdzę, co ja tu wpisałam...)). Ok, nie jestem na tyle zboczona, by to teraz przeglądać. Każdy z nas po przekroczeniu pewnego wieku dowiaduje się czym są emocje, uczucia i inne pierdoły mówiące o miłości (jednak istnieje, zawsze twierdziłam, że nie. myliłam sięęę). Czasem te emocje prowadzą nas nad przepaście, a czasem z nich wyciągają. A czasem my z nich coś wyciągamy. I tak sobie lecą: pokolenie za pokoleniem, jedno gorsze od drugiego. Tymczasem media szerzą wspaniałe kampanie reklamowe środków antykonc. Wśród młodych ludzi coraz częściej krąży opinia: "ciąża (przepraszam, mało kto tak mówi: wpadka), o nie, to pech! to koniec świata, blablabla". Mówią te, co nigdy w niej nie były. I teraz ja zabiorę głos. Bo tak.
01.12 to dzień, który na pewno zapamiętam na długo, lub przynajmniej do sierpnia. Wtedy też test ciążowy marki rossmann wykazał 2 przeklęte kreski. Żart losu? Kpina? Trefna partia testów? Nazw przewija się przez myśl wtedy mnóstwo, emocje są wielkości wielkiego kanionu. Kolejny dzień i kolejny test przynosi jeszcze więcej: kolejne 2 kreski na barki i zwiększenie świadomości. I te parszywe myśli o zmianach, nie byciu gotowym, zaskoczeniu, etc. Najgorsze było to, że cały czas gdzieś po głowie zaczyna kołatać myśl: czy jestem, czy będę wyrodną matką??? Taki stan trwał przez niecałe 2 tygodnie. Ponoć to normalne i każdy to przechodzi. Moja przyszła szwagierka twierdzi, że ona miała 28 lat, męża, zaplanowaną ciążę i też przechodziła przez te emocje. Fajnie, nie? ;) jednak po dwóch tygodniach życie odmienia się na różowo i powiem Wam, że cholera, naprawdę jest pięknie i dobrze. Przyszły tatuś jest szczęśliwy, rodzinka się cieszy, łóżeczko, wózek i te inne przybory już czekają po innych dzieciakach w rodzinie, tylko pieluch, chusteczek i dziecko nam dajcie! Ale jak na razie dziś zaczęłam 14 tydzień, trochę mnie mdli pod wieczór i spać się chce. Ogólnie, nie tylko pod wieczór. Brzuszek na razie w wersji mini, apetyt średni, za mały stanowczo jak na 2 osoby. Piwa bym się chętnie napiła, lub wina. Oj bardzo, ale się wstrzymam. Wykształcę swoją silną wolę wreszcie, hahaha.
Żartowałam.
Tyle w tym temacie. Nie będę tu truć tyłka o macierzyństwie i jego słodkich podwojach. Może kiedyś, w innym miejscu. Tymczasem idę jeść. Smacznego, dziękuję ;)
środa, 2 listopada 2011
Za uszki i wszyscy śnięci
Jak co roku o tej porze przepełnieni uczuciem tkliwym i gęstym jak dym ze zniczy mnożący się na cmentarzach szybciej niż króliki znajdujemy się w tej samej porze roku i w tej samej dacie. Niesamowite, wiem (tu zamieściłam ironię, sorry jeśli niewyraźna).
Listopad, jedno z ważniejszych świąt w skali roku. To nie chodzi o to, że nie lubię, że tego nie czuję, że wybrzydzam. Ależ skąd. Oddaję hołd przodkom także (głównie, przyznaję się) w tym magicznym momencie. W magicznym momencie ludzkich ciągotek do robienia pokazów mody, do zarzucania tak dużych ilości ozdób i świeczek na płyty nagrobków, że niedługo będą mogły rywalizować z choinkami. I to jeszcze nie byle jakie świeczki! Im większe (droższe) tym lepiej, zupełnie jakby od ceny zależała nasza pamięć o zmarłych. A potem to przepychanie się przy grobach, wymienianie uwag, oglądanie "sąsiadów" z roku na rok starszych, podpytywanie: oo, to już wyrosły dzieci, pożenione? może jakieś wesele? coś się kroi?ile za buty, o jakie ładne, a płaszczyk to gdzie, a skąd, a włosy zmieniłaś, wieńce skąd, skąd pieniądze brać ojj, tyle lat, emerytura, praca, nie daj Boziu wejść na temat polityki jak kruchy ostatnimi czasy! Tak to w skrócie od lat wygląda. I nawet lubię to wszystko i znoszę cierpliwie, póki spotykamy się wszyscy przy tych samych grobach i póki ich nie przybywa - to przecież dobry znak? I z tego miejsca mam nadzieję, że za rok również jedynym problemem będzie beznadziejny system nagłośnienia na cmentarzu (nie ma to jak przez 2h stać przy głośniku, ŹLE nastawionym!), strach o głuchotę, kwestia pogody, kotłujący się ministranci przy jednej małej ławeczce i korki przy wyjeździe z cmentarzy.
I to był wpis okolicznościowy na prośbę Kłoska. Aaaa masz, ha! :P I prędko nie będzie, bo idzie grudzień, a to oznacza złą karmę dla pracowników empiku. I jeszcze brak tematu pracy mgr - chyba, że ktoś ma coś ciekawego do podrzucenia ;)
Smacznych dymków życzy Bzorro.
Listopad, jedno z ważniejszych świąt w skali roku. To nie chodzi o to, że nie lubię, że tego nie czuję, że wybrzydzam. Ależ skąd. Oddaję hołd przodkom także (głównie, przyznaję się) w tym magicznym momencie. W magicznym momencie ludzkich ciągotek do robienia pokazów mody, do zarzucania tak dużych ilości ozdób i świeczek na płyty nagrobków, że niedługo będą mogły rywalizować z choinkami. I to jeszcze nie byle jakie świeczki! Im większe (droższe) tym lepiej, zupełnie jakby od ceny zależała nasza pamięć o zmarłych. A potem to przepychanie się przy grobach, wymienianie uwag, oglądanie "sąsiadów" z roku na rok starszych, podpytywanie: oo, to już wyrosły dzieci, pożenione? może jakieś wesele? coś się kroi?ile za buty, o jakie ładne, a płaszczyk to gdzie, a skąd, a włosy zmieniłaś, wieńce skąd, skąd pieniądze brać ojj, tyle lat, emerytura, praca, nie daj Boziu wejść na temat polityki jak kruchy ostatnimi czasy! Tak to w skrócie od lat wygląda. I nawet lubię to wszystko i znoszę cierpliwie, póki spotykamy się wszyscy przy tych samych grobach i póki ich nie przybywa - to przecież dobry znak? I z tego miejsca mam nadzieję, że za rok również jedynym problemem będzie beznadziejny system nagłośnienia na cmentarzu (nie ma to jak przez 2h stać przy głośniku, ŹLE nastawionym!), strach o głuchotę, kwestia pogody, kotłujący się ministranci przy jednej małej ławeczce i korki przy wyjeździe z cmentarzy.
I to był wpis okolicznościowy na prośbę Kłoska. Aaaa masz, ha! :P I prędko nie będzie, bo idzie grudzień, a to oznacza złą karmę dla pracowników empiku. I jeszcze brak tematu pracy mgr - chyba, że ktoś ma coś ciekawego do podrzucenia ;)
Smacznych dymków życzy Bzorro.
czwartek, 11 sierpnia 2011
Czy jesteś już członkiem?
Miniony tydzień charakteryzował się piękną jesienną aurą, chłodnymi porankami, kilkoma głębszymi oddechami i usiłowaniem usiłowania - silenia się na coś więcej, na wzięcie do roboty. A propos roboty, zostaję nieokreślona czasowo w empiku, tak wybrzmiewać ma moja umowa. Cieszyć się, czy też nie cieszyć - wszystko ma dobre strony. Pracować Bzorro chce i musi to pracować będzie. Yeah. Zdarzyło mi się parę śmiesznych rzeczy. Wiem, że niektórzy już zacierają łapska słysząc: ooho, zaczyna się, zaczyna! będzie pisać o swoim łajzactwie. Tak wiem, jestem oferma, ale niezupełna, wszystko jest umowne, bo bywam też niczym giez - ruchliwa, mała i sprytnie unikająca przeszkód, choć do gza mi daleko (i nie wpijam się w niczyje d*pska, to też mnie różni od gzów, ha!). Dziś przeglądając gazetkę reklamową jednej z sieci sklepów kosmetycznych wlazłam w słupek i to tak czołowo, na ramię (wiem, głowę udało mi się uratować). Ze wstydu zanurzyłam się w lekturę jeszcze głębszą i cudem dotarłam na mieszkanie. I teraz usiłuję pisać i piszę co innego niż chciałam. Taaak, chciałam robić coś zupełnie innego, ale coś mi kiepsko szło. Poza tym tyle ostatnio śmiesznych momentów w moim życiu, że jak tu nie uwiecznić tych chwil?Przedwczoraj ukradli mi wentyl od roweru, oburzona poszłam do najbliższego sklepu z częściami rowerowymi i w nagrodę dostałam kolejny za darmo. Dla wścibskich dodam: juz nie parkuję przed kamienicą :P Odliczam dni do urlopu. Licznik wskazuje: jeszcze trochę. Jadę na Jadachy więc pewnie znów mi się coś przydarzy - musicie być czujni. Ale zanim to nastąpi to powiem Wam, że ostatnio zajadałam loda na patyku idąc sobie Paulińską. I przy skrzyżowaniu z Kordeckiego, gdzie zawsze stoją łysi panowie przy samochodach i lubieżnie się patrzą spadł mi lód z patyka. Panów na szczęście nie było, mieli by ubaw, jeszcze czego. Rozmawiałam akurat z mamą przez telefon i nie mogłam ukryć złości. Wściekła podeszłam do kosza i spojrzałam na patyk. I co? A to, że po raz pierwszy w życiu wygrałam drugiego! ha! jest sprawiedliwość na tym świecie. Na zakończenie mojego edukacyjnego wywodu chciałam rzec kilka słów: zaprzyjaźnijcie się z knajpką "Lokator" na Krakowskiej, reklamacje do mnie, ale być takich nie powinno. Po drugie: Pan Krzyś jest boski! Po trzecie: zapomniałam. Więc kończąc zadaję pytanie, które wyświetla się po prawej stronie ekranu: czy jesteś członkiem? i jedyne co mi przychodzi do głowy: ale jakim?!
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
call me mama!
chrzestna, koniecznie i w liczbie mnogiej! Doczekałyśmy się wraz z Sylwią! Wraz z całym empikiem bacznie dopytującym o naszą kotkę i jej ciążę, która wydawała się bardzo mnoga - kto widział jej brzuch i jej narządy karmienia, ten wie. Myślę, że podobnie wyglądają młode słonice..ale, ale - nie obrażając słodkiego i dzielnego kotka, chcemy ogłosić światu, iż Luna, w wieku 2 lat powiła słodkie, czarne dziecię, będące wierną kopią jej samej. A więc biały cham (pseudonim jednego z jej kochanków) okazał się kiepskim dawcą genów, ponieważ wygrał czarny piwniczny ziom, który wygląda identycznie jak Luna i parę razy go widziałam, ale nigdy z Luną. Rzecz działa się całą piątkową noc i zakończyła się w sobotni poranek. Prawdę mówiąc poczułam się trochę wzruszona, ale jak tu się przyznać ... jak dzwoniłam wczoraj do mamy, to słyszałam jak w tle tata powtarzał, że teraz to ja będę tylko kiciać i znów będę kocią mamą - jak to zawsze w dzieciństwie na mnie mówili, gdy spędzałam dnie całe przy małych kotkach, wycierałam ich ropiejące oczka i uczyłam pić mleczko w stodole przesiąkniętej zapachem siana i balami słomy...widzę to i trochę czuję to znów, tylko nie da się ukryć nieuniknionego - nie mam już 8, czy 10 lat, a 24 i prawie 5 na końcu w zasadzie. Ale fajnie znów poczuć się dzieckiem, to najprawdziwsza z prawd!!!
Co do bzorra empikowego, to w empikowie wielkim wszyscy śmiali się ze zdolności rozrodczych Luny, a raczej czuli zdziwienie. Cóż, los był nam łaskawy, to chyba o czymś świadczy ;) (Jednak dobrzy z nas ludzie, yeah!!!). Poza tym mamy za sobą bardzo męczący tydzień po części wyrwany z grudnia - w moim przynajmniej odczuciu, bo taki nakład sił tam zostawiłam. Znów rzucałam kwiatkami na prawo i lewo stojąc na kasie, zamieniłam słowo "dzień dobry" na "dziewięćdziesiątdziewięć", a paragon na pin. Nogi na parę posiniaczonych kłód, a ręce na parę koślawych beli. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.. Wdałam się też niedawno w ciekawą dyskusję z jedną z klientek na temat coraz większego parcia na cyfry: pesel, nip, pin, nr abonencki, cena, etc. i stwierdziłyśmy, że kiedyś zamiast imion będą cyfry i głupio będzie brzmiało: 508342 chodź na obiad...albo gdyby cały świat zaszyfrować i każdej czynności przyporządkować liczbę? alfabet liczb? Ha, ponosi mnie, a więc to znak, aby kończyć. Tych, którzy dopominali się o kolejną notkę z tego miejsca pozdrawiam i dziękuję za motywację.
Wielkie, zgarbione siema!(albo się nie ma, ale o tym nie mówmy, po co narzekać?:D)
Co do bzorra empikowego, to w empikowie wielkim wszyscy śmiali się ze zdolności rozrodczych Luny, a raczej czuli zdziwienie. Cóż, los był nam łaskawy, to chyba o czymś świadczy ;) (Jednak dobrzy z nas ludzie, yeah!!!). Poza tym mamy za sobą bardzo męczący tydzień po części wyrwany z grudnia - w moim przynajmniej odczuciu, bo taki nakład sił tam zostawiłam. Znów rzucałam kwiatkami na prawo i lewo stojąc na kasie, zamieniłam słowo "dzień dobry" na "dziewięćdziesiątdziewięć", a paragon na pin. Nogi na parę posiniaczonych kłód, a ręce na parę koślawych beli. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.. Wdałam się też niedawno w ciekawą dyskusję z jedną z klientek na temat coraz większego parcia na cyfry: pesel, nip, pin, nr abonencki, cena, etc. i stwierdziłyśmy, że kiedyś zamiast imion będą cyfry i głupio będzie brzmiało: 508342 chodź na obiad...albo gdyby cały świat zaszyfrować i każdej czynności przyporządkować liczbę? alfabet liczb? Ha, ponosi mnie, a więc to znak, aby kończyć. Tych, którzy dopominali się o kolejną notkę z tego miejsca pozdrawiam i dziękuję za motywację.
Wielkie, zgarbione siema!(albo się nie ma, ale o tym nie mówmy, po co narzekać?:D)
niedziela, 29 maja 2011
morderstwo, rozdziewiczenie Luny i rozdziobią nas kruki
Dziś rano na balkonie znalazłam szczątki zwierzaczka. Był to jakiejś maści ptak, coś jak skowronek, etc, ale pewna nie jestem, po kawałku skrzydła nie poznam, a do ornitologa to mi daleko, oj daleko. Słyszałam wczoraj o tym biednym stworzeniu, a raczej o tym, że to Luna dokonała morderstwa. Luna, Luna, Luna, w tym momencie największa miłość Sylwii (tekst półrocza z pewnością:D), kot, który latał, kot który wypadał z okien i umiłował sobie parapety, wdał się w romans! i to jeszcze jak jawny, całodzienne podchody i potem na środku placu dawali popis, zboczone kociaki. Nie dość, że morderczyni, to jeszcze niewyżyta...i niewysterylizowana. Więc już teraz się zapytuję: czy ktoś chce kotka? geny przednie, polecam i gwarantuję wiele emocji!
W krainie puszkami i prądem płynącej dokonał się cud. Pokonaliśmy demona zwanego Tauron oddając mu w ofierze swoje wynagrodzenia za ciężką pracę. Ale zostaliśmy uwolnieni, na jakiś czas przynajmniej, co będzie dalej, się okaże. Za to na naszej galeryjce, placyku czy zwał jak zwał, mamy śmietnik. Nasi współlokatorzy kamienicy dbają o to, aby syf był niebosiężny, gdyż worki ze swoimi śmieciami rzucają gdziekolwiek...dziś rano jakieś kruki dziobały po tych worach. Więc jeśli długo nie będę pisać - to już wiecie, kto będzie następny! Tak oto wklejam tego posta, nigdy nieskończonego i zostawionego do edycji, a co mi tam! przecież życie takie jest, raz szarpnięte, raz urwane, rzadko odcięte nożyczkami po linii prostej. Najlepsze smaczki, to te niedopowiedziane. No i czasem najsmutniejsze. Ale nam na razie nic do smutku, dajemy radę i Wy też dawajcie! jak chcecie to nawet przesyłajcie! zaraz podam nr konta ^^
W krainie puszkami i prądem płynącej dokonał się cud. Pokonaliśmy demona zwanego Tauron oddając mu w ofierze swoje wynagrodzenia za ciężką pracę. Ale zostaliśmy uwolnieni, na jakiś czas przynajmniej, co będzie dalej, się okaże. Za to na naszej galeryjce, placyku czy zwał jak zwał, mamy śmietnik. Nasi współlokatorzy kamienicy dbają o to, aby syf był niebosiężny, gdyż worki ze swoimi śmieciami rzucają gdziekolwiek...dziś rano jakieś kruki dziobały po tych worach. Więc jeśli długo nie będę pisać - to już wiecie, kto będzie następny! Tak oto wklejam tego posta, nigdy nieskończonego i zostawionego do edycji, a co mi tam! przecież życie takie jest, raz szarpnięte, raz urwane, rzadko odcięte nożyczkami po linii prostej. Najlepsze smaczki, to te niedopowiedziane. No i czasem najsmutniejsze. Ale nam na razie nic do smutku, dajemy radę i Wy też dawajcie! jak chcecie to nawet przesyłajcie! zaraz podam nr konta ^^
czwartek, 26 maja 2011
bzorro empikowe, wymiękam
Siemanko, heloł i joł. Takie przywitanie na czasie, a co! miałam dziś długi dzień. Trwa już blisko 20 godzin i ja wymiękam. Nie pamiętam, co mi się śniło, a szkoda, wreszcie bym sobie zapisała, może nawet dokonała analizy. Niemniej jednak dziś na peleton moich możliwości wybiły się możliwości ułomne, czyli kompletne antytalentctwo. Rozdarłam sobie sukienkę, wstając z kucek (inwentura in d.a.empik) przydepnęłam sobie falbankę od sukienki. I Sruuu, poszło po całości. Potem ubrałam sobie spodnie. Klękłam na kolanka, co by sprawdzić, czy nie ma pod regałem płyty, której szukam. Pochylam się i bęc! przeważyłam! zaryłam łokciami w podłogę, prawie głową! koordynacja ruchowa +200 pkt do ułomności! potem w przebranych spodniach usiadłam na części drożdżówki, którą jadłam na przerwie...help.... Cóż, przyzwyczaiłam się. Przynajmniej nie miałam dziś głupich klientów, zaczynam chyba za nimi tęsknić...
o, mała wzmianka kasowa:
stoję na kasie, drukuje się paragon, pani wprowadziła PIN, ładnie pięknie, ja wpatrzona w dal w karty Champions League, odrywam paragon, podaję klientce i mówię: trzypięćdziesiąt. Failed!
Czyli zawiasy nadal częste, siniaków moc, sesja jest jak się patrzy, jak malowana kurpiowska pisanka na święta, tylko zbawienia nie ma. Idę poszukać i pozdrawiam serdecznie, adios amigos!
o, mała wzmianka kasowa:
stoję na kasie, drukuje się paragon, pani wprowadziła PIN, ładnie pięknie, ja wpatrzona w dal w karty Champions League, odrywam paragon, podaję klientce i mówię: trzypięćdziesiąt. Failed!
Czyli zawiasy nadal częste, siniaków moc, sesja jest jak się patrzy, jak malowana kurpiowska pisanka na święta, tylko zbawienia nie ma. Idę poszukać i pozdrawiam serdecznie, adios amigos!
Subskrybuj:
Posty (Atom)